Wednesday Aug 14, 2024

Jaś się żeni

Był sobie kiedyś młody gospodarz, na imię miał Jaś, jego kuzyn chciał go wyswatać z bogatą panną. Posadził więc Jasia za piecem, w którym kazał porządnie napalić. Przyniósł potem dzban mleka i porządny kawał pszennego chleba, dał Jasiowi do ręki świeżo wypuszczonego z mennicy lśniącego halerza i powiedział:
- Jasiu, trzymaj mocno tego halerza, a chleb krusz do mleka i siedź, nie ruszaj się z miejsca aż do mego powrotu.
- Dobrze - odparł Jaś - zrobię wszystko jak należy.
Swat włożył stare, połatane portki, udał się do pobliskiej wsi, do bogatej gospodarskiej córki i rzekł:
- Czy chciałabyś się wydać za mego kuzyna Jasia? Dostałabyś dziarskiego i roztropnego męża, na pewno by ci się spodobał.
Słysząc to skąpy ojciec spytał:
- A jak tam z jego majątkiem? Czy ma jaki taki dostatek?
- Drogi przyjacielu - odparł swat - mój młody kuzyn to ciepły kawaler, ściska w garści niezły kawał grosza, a chleba i mleka ma ile dusza zapragnie. Posiada też nie mniej łat gruntu niż ja na moich portkach - i klepnął się po wyłatanym siedzeniu. - Jeśli zechcecie zadać sobie trochę trudu i pójść ze mną, to gotów jestem pokazać wam w tej chwili, że wszystko, co mówię, to szczera prawda.
Skąpiec, nie chcąc stracić tak korzystnej okazji, rzekł:
- Skoro tak jest w istocie, to nie mam nic przeciwko temu małżeństwu.
W wyznaczonym dniu odbyło się więc wesele, a kiedy młoda małżonka zapragnęła pójść w pole obejrzeć włości swego oblubieńca, Jaś zdjął odświętne szaty, przywdział połatany kaftan i rzekł:
- Żeby mi się piękne odzienie nie zbrukało.
Po czym wyszli razem na pole, a jak tylko natrafili na wydzielony miedzą spłachetek winnicy, pola czy łąki, Jaś wskazywał palcem większą lub mniejszą łatę na swym kaftanie i mówił:
- Te łaty należą naprawdę do mnie, moja duszyczko, im się tylko przyglądaj - chcąc przez to powiedzieć, że żona, zamiast gapić się na szmat pola, powinna patrzeć na jego kaftan, bo ten naprawdę do niego należy.
- A czy ty na tym weselu byłeś?
- Pewnie, że byłem, i to w pełnej gali. Na głowie miałem pióropusz ze śniegu, ale zaświeciło słonko i pióra się roztopiły; szatę miałem z pajęczej nici, ale przechodząc przez ciernie podarłem ją, pantofle zaś miałem ze szkła, ale zawadziłem o kamień i... brzdęk! Obydwa rozleciały się na drobne kawałki.

Ten odcinek został udostępniony przez Podbean.com.

Comment (0)

No comments yet. Be the first to say something!

Copyright 2024 Podbean All rights reserved.

Podcast Powered By Podbean

Version: 20241125